Na własny rachunek

mężczyzna tnie metalową konstrukcję

Uczestniczki i uczestnicy projektu „Od pomysłu do sukcesu z własną firmą” najczęściej rozpoczynali działalność w branży budowlano-remontowej (18 osób) oraz w zakresie fryzjerstwa i usług kosmetycznych (12 osób). Byli też spawacze, projektantki wnętrz, mechanicy czy fotograficy. Ci, z którymi rozmawialiśmy, cenią sobie niezależność i możliwość zawodowego poświęcenia się pasji.

Działająca od 1993 r. Tarnobrzeska Agencja Rozwoju Regionalnego SA (TARR) pozyskała już ponad 50 mln zł na niemal 30 projektów (kilka jest w trakcie realizacji). W trójce tych o największej kwocie dofinansowania znalazł się projekt „Od pomysłu do sukcesu z własną firmą” (II edycja). W ramach działania 7.3 Wsparcie rozwoju przedsiębiorczości RPO WP na lata 2014-2020 pozyskano wsparcie w wysokości 4,8 mln zł. Przedsięwzięcie skierowano do mieszkańców Podkarpacia w wieku 30 lat i więcej, zamierzających rozpocząć działalność gospodarczą (nie mogli mieć zarejestrowanej działalności gospodarczej w okresie 12 miesięcy poprzedzających dzień przystąpienia do projektu), bezrobotnych lub biernych zawodowo, w tym osób w najtrudniejszej sytuacji na rynku pracy. Projekt składał się z komponentu szkoleniowego i inwestycyjnego. By stać się jego uczestnikiem, trzeba było przejść sito rekrutacyjne. 

– Już w trakcie rekrutacji podczas spotkania z doradcą zawodowym łatwo było ocenić, jakimi motywacjami kierują się osoby chcące przystąpić do projektu. Zdarzyli się uczestnicy, którzy mimo mniejszego zaangażowania na początku kursu, pozytywnie nas zaskakiwali i dziś z powodzeniem prowadzą działalność. Łącznie przeszkoliliśmy 90 osób (54 uczestniczki, 36 uczestników). Program szkoleń był tak ułożony, by każdy mógł zdobyć wiedzę i umiejętności potrzebne do założenia i samodzielnego prowadzenia działalności gospodarczej – mówi Sebastian Pawlos, prezes zarządu TARR. Szkolenia były prowadzone w sześciu blokach tematycznych w 15-osobowych grupach. 

Kolejnym etapem było przygotowanie przez uczestników i uczestniczki biznesplanu. Podlegał on ocenie formalnej, a następnie merytorycznej. Maksymalnie można było uzyskać 100 punktów. Wynik poniżej 60 punktów dyskwalifikował z ubiegania się o dotację. – Osobom, które otrzymały dotację inwestycyjną, przyznawaliśmy również wsparcie pomostowe mające na celu ułatwienie początkującemu przedsiębiorcy pokrycie bieżących wydatków w pierwszym okresie prowadzenia działalności gospodarczej, w tym m.in. składek na ubezpieczenie społeczne i zdrowotne, podatków oraz opłat administracyjnych związanych z prowadzoną działalnością gospodarczą, niezależnie od poziomu przychodów – dodaje prezes Pawlos.

 

Kryteria oceny biznesplanów

  1. Doświadczenie zawodowe i umiejętności – 15 pkt.
  2. Spójność – 15 pkt.
  3. Racjonalność przedsięwzięcia – 20 pkt.
  4. Plan operacyjny – 25 pkt.
  5. Wykonalność przedsięwzięcia – 20 pkt.
  6. Zasadność przyznania wsparcia pomostowego – 5 pkt.

 

Ostatecznie dotacje otrzymało 80 osób. Każda z nich mogła skorzystać z 53 tys. zł wsparcia. – Uczestnicy i uczestniczki projektu musieli się zobowiązać, że będą prowadzić działalność gospodarczą przez co najmniej 12 miesięcy. Do tego okresu można było zaliczyć przerwy spowodowane chorobą lub korzystaniem ze świadczenia rehabilitacyjnego. Spośród osób, które otrzymały dofinansowanie w naszym projekcie, większość (70%) nadal prowadzi działalność gospodarczą, a 21% ją zawiesiło – dodaje prezes zarządu TARR. Biorąc pod uwagę, że wiele z nich działa już dwa lata, nie jest to zły wynik. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego sprzed pandemii, przeżywalność firm w Polsce w pierwszym roku działalności wynosiła ok. 70%. Drugą barierą potwierdzoną statystykami bywa zakończenie dwuletniego okresu, w którym przedsiębiorca może korzystać z preferencyjnej stawki składki na ubezpieczenie społeczne.

Przyjrzyjmy się kilku osobom, które zamieniły pasje i zainteresowania na swój mały biznes.

Magiczny moment

„Fotografia jest rodzajem wirtualnej rzeczywistości, która pomaga stworzyć iluzję bycia w ciekawym świecie” – tak twierdzi Steven Pinker, profesor filozofii na Uniwersytecie Harvarda, specjalizujący się w psychologii postrzegania oraz psycholingwistyce. Bohaterowie fotografii Alicji Makary, właścicielki studia fotograficznego w Tarnobrzegu, też mogą poczuć, że żyją w ciekawym świecie. Dla pani Alicji ta zdolność zatrzymania ulotnej chwili jest magiczna. I stara się, by magia udzielała się jej modelom. Specjalizuje się w fotografii noworodkowej, kobiecej, dziecięcej, rodzinnej i okolicznościowej. Plany związane z zawodową fotografią zdecydowała się zrealizować po urodzeniu najmłodszego dziecka.

– Wcześniej pracowałam w sklepie, ale od zawsze myślałam o prowadzeniu własnej działalności gospodarczej. I od dawna chciałam być fotografem. Tarnobrzeska Agencja Rozwoju Regionalnego stworzyła swym projektem takie warunki, by można było zamienić te marzenia w rzeczywistość – mówi Alicja Makara. Teraz sama jest swoim szefem, ale przyznaje, że nie zawsze jest kolorowo. Bo gdy zachoruje dziecko, nie ma kto jej zastąpić. Ma elastyczne godziny pracy. Stara się tak organizować sesje, by godzić życie zawodowe z rodzinnym. A własny biznes to ułatwia.

Alicja Makara ubrana w białą bluzkę
Fot. Alicja Makara

Jak szuka klientów? – Promuję się przede wszystkim przez Facebooka i Instagrama. Czasem to moi klienci publikują tam zdjęcia, więc głównie tą drogą ludzie się o mnie dowiadują – mówi. Dodaje, że w sumie to niepotrzebnie zlecała wykonanie strony internetowej, bo jako kanał komunikacji jest ona obecnie rzadko wykorzystywana.

Z konkurencją specjalnie się nie ściga. Uważa, że na rynku znajdzie się miejsce dla każdego fotografa. Trochę zazdrości tym, którzy zajmują się reportażem ślubnym. – Nie muszą tyle inwestować w wystrój studia. Ja wciąż kupuję nowe suknie, ubranka, czapeczki, opaski, koce i dekoracje. A teraz jest sezon świąteczny i każdy chciałby się fotografować w magicznej scenerii – wyjaśnia.

Projekt pozwolił jej podjąć decyzję o ważnej zmianie w życiu. Dzięki dotacji kupiła kosztowny sprzęt fotograficzny i część wyposażenia studia. Szkolenie w ramach projektu było pomocne, bo pozwoliło na zaktualizowanie wiedzy z zakresu prowadzenia działalności gospodarczej. – Poznałam też ciekawe osoby, z którymi konsultowałam swoje plany. Co do finansowania, to bardzo dobrze, że prócz dotacji inwestycyjnej było wsparcie pomostowe. To znacząco odciążało w trudnym, pierwszym roku działalności. Bez tego chyba bym nie ruszyła – dzieli się doświadczeniami pani Alicja.

Wielkie rzeczy z małej pracowni

– Składając wniosek w TARR, od razu poznałem fajnych ludzi, którzy mi pomogli. Pech chciał, że gdy przyszedł czas szkoleń, zapanowała pandemia. Zajęcia odbywały się online, więc mieliśmy ograniczony kontakt ze sobą. Pierwszy raz brałem udział w tego typu projekcie. Zajęcia, mimo że prowadzone w trybie zdalnym, były angażujące. Czułem się trochę jak w szkole, ale warto było, bo zdobyta wiedza jest cenna – mówi Marcin Szewc. Założył firmę Stal Styl, dla której wymyślił hasło reklamowe: „Mała pracownia, w której powstają wielkie rzeczy”.

Zajmuje się produkcją mebli, elementów architektury i akcesoriów w stylu loftowym, a także świadczeniem usług spawalniczych metodami tig, mig, mma. – Z wykształcenia jestem technikiem elektrykiem. W którymś momencie przekwalifikowałem się, zdobyłem uprawnienia spawacza i zacząłem pracować w tym zawodzie. Za granicą spawałem na przykład konstrukcje mostów. Nie do końca jednak odpowiadała mi praca na etacie. Wolę sam rozporządzać swoim czasem i decydować, co i jak mam robić. Zawsze też lubiłem „dłubać” coś w pracowni, więc pomyślałem, że to byłby dobry kierunek, by pójść na swoje i tworzyć jakieś fajne rzeczy – mówi pan Marcin.

Nie od razu jednak zdecydował się rzucić na wielką wodę. Równolegle z prowadzeniem firmy pracował na etacie, ale z czasem zaczęło przybywać zleceń, mimo że się nie reklamował. Klientów pozyskiwał pocztą pantoflową, z polecenia. Nawet, gdy już poszedł na swoje i zrezygnował z etatu, nie zakładał strony internetowej. Ma swój fanpage, na którym prezentuje kolejne realizacje. Właśnie zakończył budowę i montaż rozsuwanych drzwi ze stali i szkła.

Dzieła, które wychodzą spod jego ręki, to unikaty – nie ma tu wyrobów seryjnych. – Zwykle realizuję wizję klienta. Ja dokładam do tego pewne rozwiązania techniczne i wykonawstwo – deklaruje Marcin Szewc. Konkurencji specjalnie nie śledzi. Wszystko wykonuje metodą rzemieślniczą, z dbałością o każdy szczegół.

Dzięki wsparciu z projektu właściciel Stal Stylu dokupił trochę narzędzi, ale i tak wciąż inwestuje. Niedawno, by zrobić balustradę w taki sposób, jak chciał klient, musiał kupić giętarkę. Dzięki temu zwiększa też swoje możliwości. Nikogo nie zatrudnia, woli pracować sam. Do prowadzenia rachunków nie ma głowy – te zadania zlecił księgowej. – Tak mi ktoś poradził podczas projektu. To idealne rozwiązanie, bo zajmuję się tylko tym, co lubię – podsumowuje pan Marcin.

Wnętrza w rozszerzonej rzeczywistości

Początkowo projektowała meble ekspozycyjne dla branży ceramicznej. Sukcesywnie rozwijała swoje zainteresowania wzornictwem i postanowiła poszerzyć kompetencje. – Zapisałam się na studia podyplomowe w Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi. Podczas nich upewniłam się, że chcę się zajmować stylizacją i aranżacją pomieszczeń. Po ukończeniu studiów zaczęłam poszukiwać możliwości, by wykorzystywać swoje umiejętności w praktyce, aż wreszcie dowiedziałam się o projekcie realizowanym przez TARR – mówi Dorota Misa, która dziś prowadzi EMDO Projektowanie Wnętrz.

Dorota Misa przy komputerze
Fot. archiwum Dorota Misa

Nie jest to łatwy rynek, gdyż konkurencja wśród projektantów wnętrz jest bardzo duża. Dlatego pani Dorota znalazła coś, co ją wyróżnia – design wnętrz z wykorzystaniem rzeczywistości wirtualnej (VR). – Moim klientom oferuję coś, czego nigdzie indziej nie mają – oglądanie projektów w rozszerzonej rzeczywistości za pomocą okularów VR. Mogą wówczas w pełni przekonać się, jak wyglądają wnętrza, które dla nich aranżuję. Na tym etapie uświadamiają sobie, czy wybrali właściwy kolor kanapy albo czy odległości między szafkami w kuchni są takie, jak chcieli. Doznają wrażenia, że znaleźli się w swoim przyszłym domu czy nowo projektowanym pomieszczeniu – opowiada Dorota Misa.

Udział w projekcie „Od pomysłu do sukcesu z własną firmą” zakończyła dwa lata temu i dzięki otrzymanemu wsparciu i wiedzy nie tylko utrzymała się na rynku, ale też umacnia swoją markę. – W trakcie szkoleń czuliśmy się zaopiekowani przez prowadzących. Można było liczyć na pomoc w każdej sprawie związanej z planowaniem działalności. Zdobyłam tam również cenne kontakty, także wśród uczestników. A dzięki dotacji kupiłam niezbędny sprzęt i licencje. Samo oprogramowanie do projektowania kosztowało ok. 10 tys. zł, a komputer z goglami 9 tys. zł. Do kupna okularów VR przekonał mnie sprzedawca. Dopiero wtedy zrozumiałam, jak bardzo mogą mi się przydać przy współpracy z klientami – mówi Dorota Misa. To pokazuje, że na dobre pomysły wpada się podczas kontaktów z innymi ludźmi. Pani Dorota doceniła także wsparcie pomostowe. – To była duża ulga na starcie, gdy początkujący przedsiębiorca dopiero zaczyna zarabiać, a już musi ponosić wszystkie bieżące koszty – dodaje.

Trudne przypadki

– Odkąd pamiętam, grzebię się w smarach. Dziś już może mniej dosłownie, bo bardziej zajmuję się rozwiązywaniem problemów, diagnozowaniem awarii i usterek, z którymi nie radzą sobie inne warsztaty samochodowe – mówi Dariusz Welc, pasjonat motoryzacji, absolwent Politechniki Rzeszowskiej na specjalizacji diagnostyka pojazdów samochodowych. Mówi, że zanim trafił do TARR, próbował kilka razy dostać się do takiego projektu, który wspiera rozpoczynanie własnej działalności gospodarczej. Skrzydła podcinały mu wyniki rozmów rekrutacyjnych z doradcą zawodowym. Jednak nie przestawał w siebie wierzyć i bardzo dobrze, bo potencjał dostrzeżono w nim podczas rekrutacji w Tarnobrzeskiej Agencji Rozwoju Regionalnego. Zgłosił się tam, mimo że łączyło się to z dojazdami na odległość ok. 150 km.

– Podczas szkolenia zdobyłem potrzebną wiedzę i nawiązałem trochę kontaktów. Spotkania z trenerami to były nie tylko suche wykłady i służbowa rozmowa, ale przede wszystkim wymiana pomysłów. Panowie prowadzący szkolenie rozumieli, że dziedzina, której miał dotyczyć mój biznes, to nie tylko smary i kręcenie śrub. Sami mieli różne doświadczenia z mechanikami i chętnie się dzielili swoimi spostrzeżeniami. To potwierdziło, jaką drogą powinienem pójść – wspomina.

Postawił na jakość i diagnozowanie „trudnych przypadków”. Ma w swoim warsztacie specjalne stanowisko, na które trafiają pojazdy sprawiające kłopot kierowcom i na których zęby połamali sobie inni mechanicy. – Najbardziej cierpią na tym właściciele samochodów, którzy mają bagażniki pełne niepotrzebnie wymienionych części. A auto nadal kaprysi i staje pośrodku drogi.

Otworzył warsztat Dar Car w Bystrowicach w powiecie jarosławskim. Za dotację inwestycyjną zakupił sprzęt do serwisowania i naprawy klimatyzacji samochodowych oraz całe koncesjonowane zaplecze na zużyte płyny i akumulatory. Postawił na ekologię. Budynek warsztatu jest jego własnością, jest wykonany w technologii gwarantującej wysoką efektywność energetyczną. – Wybudowałem go za pieniądze ciężko zarobione w Anglii. Teraz zakładam jeszcze panele fotowoltaiczne, by całkiem się uniezależnić od rosnących cen energii – mówi pan Darek. – Zatrudniłem pracownika na etat. Postawiliśmy na jakość i terminowość. Liczymy 150 zł za roboczogodzinę, podczas gdy są mechanicy, którzy mają stawkę trzy razy mniejszą. Mimo że jesteśmy najdroższym warsztatem w okolicy, to przybywa klientów. Wiedzą, że w końcowym rachunku zaoszczędzą. Trafna diagnoza i profesjonalna wymiana awaryjnego elementu chronią przed niepotrzebnymi wydatkami – podsumowuje Dariusz Welc.

Ostatnio zrekonstruował rozebranego do ostatniej śrubki volkswagena corrado. Naprawia nie tylko auta, ale także motocykle, quady czy maszyny budowlane. Na swoim fanpage dzieli się wybranymi historiami napraw.

Jerzy Gontarz